Zemplinska Sirava 16-18.08.2013

zemplińskaNo i udało się w końcu dotrzeć w tym roku na zlot do Zemplinskiej Siravy, już w 2012 roku planowałem że odwiedzę zlot lecz zabrakło czasu, pojawił się plan na Odessę i odpuściłem. W tym roku zgadaliśmy się we dwóch, że pojedziemy, Andrzej na XJR-ze i Ja na XX-się. Mimo ze na forum wątek z zaproszeniem do dołączenia do nas wisiał dość długo to jako trzecia osoba odważyła się Joanka, która jak stwierdziła bardzo brakowało jej jazdy motocyklem. 

15 sierpnia wypadało święto wiec jak to zwykle bywa piątek wolny, postanowione ze wyjeżdżamy o 10 spod Asi bloku, tempem ślamazarnego żłówia czyli 140-150km/h bez pospiechu do zrobienia taka traska. 


 

Trasa jak to zwykle z lekka nieprzepisowymi prędkościami i na oślep błyskającymi fotoradarami upłynęła całkiem spokojnie, na godzinę 14 meldujemy się na stacji benzynowej w Barwinku, do celu zostało jakieś 120km, tankujemy wymieniamy złotówki na euro i dalej w drogę. Trasa przez nasze polskie, słowackie bieszczady zachwyca, co raz głowa w prawo, głowa w lewo, a prędkość maleje :). Na Słowacji prędkości w miasteczkach i wioskach prawie przepisowe, poza ciut wyższe ale też bez szaleństw, szkoda zarobić jakiś głupi mandat w euro. Słowacy również remontują trochę drogi także co wpadamy co raz na wahadło to czerwone i czerwone. Dojeżdża do nas chłopak na gsxrze z Krakowa, przynajmniej było z kim pogadać podczas postojów, Jechał na Ukrainę do Użgorodu, strasznie psioczył na słowackie drogi, wyjaśniłem mu że jak przekroczy granice z Ukrainą to dopiero zacznie kląć 🙂 

dsc_1139  Godzina 16 troszeczkę zgłodnieliśmy, zatrzymujemy się w przydrożnym barze gdzie zamawiamy specjały z kurczaka, Ja wziąłem pierś z kurczaka z morelami, Andrzej pierś z kurczaka na ostro a Joasia pierś nadziewana jakimś ustrojstwem, nie pamiętam ale było smaczne. Każdy każdemu z tależa podjadał i próbował :). Siedząc na dworze pod parasolami co kilkanaście sekund, mijały nas i pozdrawiały jadące osoby na zlot. Obiad opedzlowany, postanowiliśmy jeszcze zakupić jakąś flaszkę w sklepie i kilka zimnych piwek, w Michalovcach znajdujemy supermarket, flaszeczka zakupiona można kontynuować. Wyjeżdżając na drogę prowadzącą do Siravy trafiamy wprost na jadąca paradę, w życiu nie widziałem takiego wariactwa, każdy każdego wyprzedza, laski na tylnych siedzeniach roznegliżowane, prędkość prawie 100km/h, nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać z głupoty Słowaków. 

dsc_1132  Docieramy do miejsca docelowego, płacimy za wstęp i szukamy miejsca na rozbicie namiotów. Znajdujemy w miarę blisko od sceny, motocykle postanawiamy trzymać koło namiotów ze względu na wygłupy innych zlotowiczów i strach o nasze sprzęty. Widok jaki mamy z namiotów na fotce obok:) Chyba najfajniejsze miejsce do rozbicia się, co prawda wiele osób postanowiło rozbić sie nad samą wodą, ale nam ten pomysł nie odpowiada z dwóch powodów. Teren nie pilnowany oraz może w nocy być troszkę chłodno od wody. Przy rozbijaniu namiotów zrobiliśmy po 2 piwka i poszliśmy przywitać się z plażą i woda, czyli ręcznik klapki i do wody 🙂 Godzina przed 20 a woda miała ze 25st. C, aż się wychodzić z wody nie chciało. 

dsc_1137

dsc_1134 Po kąpieli wracamy pod namoioty, oczywiście przez głowne alejki zlotu gdzie po drodze kupujemy kieliszek, zatrzymujemy się przy namiocie nemiroffa na miareczkę i już mamy kieliszek i 3 kubeczki plastikowe 🙂 czyli komplet do zrobienia 0,7 Borovickiej. Oj coż to za wspaniała wódeczka, kupując ją myślałem że to czyścioch a okazało się że czyścioch smakowy. Pierwszy oczy zrobił Andrzej i zadał pytanie Cóż to za zajebista wódka, później Joasia o kurcze jaka dobra, patrzę na nich co oni gadają, zawsze się krzywią wszyscy pijąc nieschłodzoną wódkę a Ci zachwalają??? Polali mi wypijam i szok o kur…a ale dobra, delikatny posmak borówek (teraz już wiemy czego Borovicka) skutecznie zabijała smak wódeczki. Wypijamy ze smakiem całe 0,7L. I już nie pamiętam czy idziemy pod scenę czy spać czy oglądamy gwiazdy 🙂 mam tylko taką fotkę jak obok 😛

dsc_1145 Wstajemy dość rano, słońce nagrzewa tak namiot, że w środku nie ma czym oddychać, Andrzej przenosi się pod namiot w cień i oczywiście nie dajemy mu pospać 🙂 te 15 minut męczarni zapamięta na długo. Zostawiamy go z Asią pod namiotem a sami idziemy na kawę a ja dodatkowo na zupę chmielową. Po powrocie i dobudzeniu śpiocha, wszyscy idziemy zażyć porannej kąpieli. Godzina 8.00 a grzeje jak by była godzina 12, stwierdzamy że odpuszczamy paradę bo słońce nas w niej wykończy, więc otwieramy kolejne piwko i delektujemy się na plaży tym razem zimnym Sarisem 🙂 I tak upłyną nam cały dzień na lenistwie, piciu piwa, kąpielach i naśmiewaniu się z coraz to bardziej durnych pomysłów nawalonego towarzystwa zlotowego.

dsc_1138

Na wieczór kupujemy sobie do jedzenia konserwę i winko do popicia, co okazało się dobrym pomysłem, po całym dniu picia piwa byliśmy zmuleni, a wino okazało się dobrym odmulaczem. Po kolacji lecę kupić jeszcze dwa 🙂 pierwsze i drugie robimy pod namiotem słuchając podróbki Queenu, trzecie bierzemy ze sobą i idziemy na górkę pod sceną popatrzyć na miss mokrego tricko. Później pogrywa jeszcze podróbka zespołu Kiss która mnie aż śmieszyła, na koniec gdy już w namiocie spałem budzą nas fajerwerki, które centralnie rozbłyskiwały nad naszymi głowami, a huk był taki że alarm w motocyklu sam z siebie wył 😀

dsc_1155 dsc_1159  W niedziele wstajemy znów rano i znów zapowiada się gorący dzień, do godziny 9 pakujemy się na motocykle i uciekamy z terenu zlotu. Andrzej postanowił sprowadzić motocykl bez wsiadania na niego, a ja postanowiłem zjechać, i to był zły pomysł. Podjechałem trochę pod górę skręciłem kierownicę zatrzymałem się by cofnąć i w tym momencie noga mi zjechała motocykl przybrał nieodpowiedni kąt i już nie mogłem go wyprostować 🙂 zacząłem krzyczeć pomóż, pomóż ale przecież nie puści swojego a z górki nie postawi kołem do przodu, wytrzymałem tak z minutę i postanowiłem delikatnie go położyć. Słowacy pomogli podnieść zapakowany moto i pojechaliśmy. Postanowiliśmy w Michałovcach zrobić zakupy do domu, oraz kupić coś do jedzenia. pod sklepem zjedliśmy po kiełbasce, oczywiście każdy kupił inną i bez testowania się nie obeszło 🙂 otwierając ogórki słoik mi się wypsną i połowa wody ze słoika wylądowała na mnie :). Zostało nam trochę Euro dokładnie z 11 więc postanowiliśmy, że zahaczymy o Koszyce na kawę, a z tamtąd prosto na dom. dsc_1162 Zasiadamy na dworze w całkiem miłej kawiarence, bierzemy po kawce i delektujemy się zarówno kawą jak i otaczającymi nas kamienicami, pogodą i muzyką dobiegającą z pobliskiej fontanny. Trafiamy akurat na godzinę 12 więc jeszcze możemy posłuchać wybijaną melodię przez dzwony z placu z fontannami, żyć nie umierać a wracać trzeba. 

Droga do pokonania tego dnia wyglądała następująco. 


 

Droga powrotna mija całkiem spokojnie, tankowanie na Orlenie w Barwinku, później jakiś obiad w trasie i debil pod Kraśnikiem przez którego mało co nie miałem BUM. Dolatujemy do Lublina na 18.30. 

Dziękuję tym którzy pojechali, było fajnie, ładnie, przyjemnie, spokojnie i wesoło! Za rok jadę tam znów.

 

 

 

 

468 ad