Tags

Related Posts

Share This

Suzuki SV650 – Historia zakupu

Zakup motocykla krążył mi po głowie od dłuższego czasu, brakowało zazwyczaj pieniążków. Gdzieś w okolicach czerwca 2008r. zapadła decyzja w mojej głowie – KUPUJĘ. No i zaczęło się, przeglądanie ofert na allegro, ogłoszeń w gazetach na forach, nie miałem sprecyzowanego co chcę jedno tylko wiedziałem nie będę mógł sobie pozwolić na nic co kosztuje powyżej 10tys. złotych. Przeglądałem i przeglądałem, w sferze zainteresowań było wiele motocykli, powoli robił mi się mętlik w głowie, porejestrowałem się na różne fora, czytając opinie, testy, przemyślenia użytkowników. Wiedziałem jedno, nie mogę na początek kupić niczego dużego, choć swoje lata już mam to fantazję mam ułańską a co mogło by się przełożyć na dość szybki koniec. W strefie zainteresowań były GSy, Hornety, Fazery przez Bandity aż po SV. Mijały dni, dzień w dzień przeglądając oferty, i spędzając po kilka godzin na różnego rodzaju forach planowałem co kupić, aż w końcu ktoś na forum doradził – Jedź po komisach, poprzysiadaj się na sprzęty które cię interesują a na pewno coś pod siebie znajdziesz. Październik Stało się, siadłem w samochód i po komisach, łaziłem, oglądałem, przysiadałem się, ubaw miałem nieziemski. Co komis to sprzedawcy zachwalali co najlepsze na początek, oczywiście proponowali to co stało na stanie i nie koniecznie wyglądało jak motocykl użytkowany normalnie. Po pierwszym komisie wiedziałem, że GS 500 odpada na starcie, ten motocykl po prostu jest za mały, już lepiej bym wyglądał jak bym kupił większy skuter. Hornety niestety troszeczkę poza zasięgiem finansowym, Fazery – wchodził w grę, ale jakoś jego wygląd do dziś mi nie odpowiada, SV650S – siadłem i to było to, lecz znów okazało się, że zakres cenowy przewyższa mój budżet, roczniki z nową ramą za drogie. Allegro poszło w ruch, oferta za ofertą, i nic, lipa, szrot za szrotem albo drogo. Jeździłem, oglądałem i nic. Listopad W głowie rodził się plan, nic na zimę nie kupię, trzeba odłożyć jeszcze parę groszy przez zimę i na wiosnę zacząć od nowa oczywiście nie rezygnując poszukiwań przez ten okres. Gdzieś około 4 Listopada 2008r. pojawiło się ogłoszenie na allegro o sprzedaży SV650S w kolorze candy napoleon blue, co dziwne nie było wystawionej kwoty tylko licytacja z ustawioną opcją kwoty minimalnej. Rocznik dość młody, ze zdjęć wyglądał na zadbanego, decyzja była jedna – LICYTUJĘ. Dałem od razu 10000zł, kwoty minimalnej nie przekroczyłem. Jak się później okazało nikt nie przekroczył, a motocykl uzyskał kwotę 10 500zł. Dzień po zakończeniu aukcji dostaję maila – Jestem skłonna sprzedać ten motocykl za 10 500zł zapraszam na oględziny i nr telefonu. Długo nie myśląc telefon w rękę i już następnego dnia jechałem oglądać. 11 Listopada 2008 – Oględziny Na umówione miejsce motocykl nie dojechał, padł akumulator, zostałem poprowadzony przez telefon na inne miejsce spotkania. Motocykl z wierzchu wyglądało nieźle, co prawda opona tylna do wymiany, chłodnica lekko zagięta, Crashpad przytarty. Dziewczyna przyznała się, że przygodę wywrotkową na nim przeżyła, a że to pierwsze moto, boi się o swoje życie i dlatego sprzedaje. W międzyczasie przyjechał jej chłopak samochodem, podłączyliśmy kablami akumulatory, i po chwili moto chodziło. Nic nie stukało, rzęziło, wyglądało, że jest sprawne, sprawdziłem możliwie wszystko co wyczytałem na forum odnośnie tego modelu. Kosmetycznie jak i mechanicznie nie można było się przyczepić, moto z przebiegiem 11000km wyglądało na tyle i jak się później okazało najprawdopodobniej tyle miało. Ceny zbić mi się już nie udało, najprawdopodobniej dziewczyna zmuszona była sprzedać moto, bo z rozmowy wyszło, że bardzo potrzebne jej są pieniądze. Zostawiłem zaliczki całe 100zł i wróciłem do domu, a następnego dnia moto już stało u mnie w garażu. Kwota zakupu 10500zł Oryginalnych fotek po zakupie niestety nie posiadam gdyż został mi skradziony laptop na którym troszeczkę tych fot było.

Poniżej to co się zachowało

            468 ad