Plitvickie Jeziora – Primoszten

Plitvickie Jeziora – Primoszten

Nadszedł ten upragniony dzień, wyczekiwany praktycznie od ostatniego tripu czyli od września.  10 czerwca 2017r. godzina 3.30 pobudka, szybki rzut okiem czy motocykla nikt nie zawinął spod bloku, ostatnia gorąca domowa kawa przed wyjazdem, ostatnie dopięcie bagażu i 4.20 meldujemy się z Asią na parkingu uśmiechnięci od ucha do ucha – cel: Plitvickie Jeziora. Trasa jaką mamy do pokonania to 1200km. Bez większych problemów pokonujemy kolejne kilometry, by na godzinę 19 zameldować się na miejscu. Mały rekonesans po okolicy w zlokalizowaniu noclegu i trafiamy na kemping CAMPING BEAR Plitvički Slap d.o.o i tu miłe zaskoczenie, bo poza kempingiem oferują również pokoje. Korzystamy z tego drugiego rozwiązania ze względu na szybkość z jaką chcemy na drugi dzień opuścić to miejsce. Na uwagę zasługuje fakt, że zostaliśmy jak zwykle miło ugoszczeni i poczęstowani domowa Rakiją. Po rozmowach z właścicielką decydujemy się na wczesne zwiedzanie parku, zaraz po otwarciu. Polecam jeszcze spacer nocą po okolicy. To, co ujrzeliśmy było niesamowite i naprawdę pierwszy raz widziałem. Świetliki, setki świetlików – latające po łące i krzewach wzdłuż ulicy, wyglądało to niesamowicie. Tak, jakby ktoś rozciągnął kilometry lampek choinkowych po łące. Magia!

Plitvickie Jeziora

Składają się z szesnastu sporych rozmiarów i kilku mniejszych jezior. Woda, tworząc piękne wodospady, spływa swobodnie z najwyżej położonego jeziora zwanego Proscanskim do kanionu rzeki Korany. Różnica w wysokości pomiędzy najwyższym punktem a najniższym to prawie 160 metrów.

Korana

Wypływa z Jezior Plitwickich, na obszarze parku narodowego. Płynie przez wschodnią część regionu Lika, tworząc następnie 25 kilometrową granicę pomiędzy Chorwacją a Bośnią i Hercegowiną w pobliżu miejscowości Cazin. Stamtąd płynie na północ przez Chorwację, docierając do Kupy w mieście Karlovac. To właśnie tutaj, w związku z serbskimi żądaniami dotyczącymi niepodległości Krajiny, w Wielkanoc 1991r. padły pierwsze strzały. Serbscy żołnierze z armii Republiki Serbskiej Krajiny, wspierani przez Jugosłowiańską Armię Ludową, zaatakowali posterunek policji, a policjant Josip Jović stał się pierwszą chorwacką ofiarą tego niezwykle krwawego w krajach byłej Jugosławii początku lat 90. XX w. Po czterech latach chorwacka armia odbiła park (kładąc kres separatystycznym ruchom lokalnych Serbów) i na stałe włączyła tą okolicę do Republiki Chorwacji. Na szczęście przyroda prawie nie ucierpiała w czasie działań wojennych i dziś możemy podziwiać ją w pełnej okazałości. 

Na miejscu, biorąc za wzór wskazówki kobiety z kempingu wybieramy trasę nie najdłuższą, ale jak to zostało powiedziane „pięciogodzinną”.

Poniżej kilka zdjęć z jakże pięknego Parku. 

Po fascynującym spacerze, wracamy na kemping, przebieramy się i ruszamy w dalszą drogę. Do pokonania tego dnia mamy niewiele ponad 280km,  cel: Primoszten. Jakież moje zdziwienie było, gdy postanowiłem zjechać z drogi Nr 1 odbijając troszeczkę w przeciwnym kierunku na drogę Nr 52. Droga z całkiem dobrym asfaltem praktycznie bez ruchu. Od czasu do czasu grupki motocyklistów, piękne widoki na góry, trasa prawie cały czas w dolinie. Po zjechaniu na tę trasę prędkość średnia wzrasta, niestety ruch na drodze Nr 1 jest bardzo duży i jedzie się niewiele szybciej niż 50km/h. 

Do Primosztenu docieramy około godziny 17. Szybka rejestracja na naszym ulubionym kempingu „Adriatic”, rozbijamy namiot, otwieramy wino i już siedzimy w wodach Adriatyku, ciesząc się wspaniałą pogodą i zachodzącym powoli słońcem. 

 

 

 

 

Poniżej jeszcze kilka fotek z zachodzącego słońca

C.D.N wkrótce 

 

468 ad