Tags

Related Posts

Share This

Odessa – Akerman – Odessa cz.2

odessaWpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok – tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

A.M.

Dzień trzeci

Wstajemy z ciężkimi, bolącymi głowami po wypitym wczoraj w hektolitrach piwie, wyłaniamy się na taras przed pokój i od razu na twarzach rysuje nam się uśmiech. Na dole pokrzykuje po rosyjsku nasz wspaniały „Majster” od drzwi – układają kostkę, oczywiście o takim czymś jak podbudowa to nawet chyba nie słyszeli i walą tą kostkę prosto na ziemię dobijając gumowym młotkiem.

Plan na dzisiaj Białogród nad Dniestrem lub Akerman, albo Cetatea Albă a może Tyras lub Leukopolis i znajdujące się tam ruiny twierdzy. Zbieramy się ociężale, jemy śniadanie na plaży i wracamy po ubiór i na motocykl by ruszyć jak najszybciej. Trasa do pokonania poniżej. Do zrobienia dzisiejszego dnia jakieś 200km w obie strony.


Wyświetl większą mapę

Wyjazd z Odessy to istna gimnastyka na motocyklu między studzienkami, torami tramwajowymi a dziurami, nawigacja usilnie próbuje poprowadzić nas pod prąd, w końcu udaje się obrać właściwy kierunek i wyjeżdżamy z miasta, szybkie tankowanie jak przystało na motocyklistów tankujemy nasze mustangi na Mustangu . Kilkanaście może kilkadziesiąt kilometrów za Odessą zatrzymujemy się na krótki postuj celem zobaczenia jak wygląda Morze Czarne nieskomercjalizowane, dzika plaża, obok tory kolejowe dosłownie 20 merów od morza. na plaży widoczne wyschnięte glony, mnóstwo muszelek.

Morze Czarne

dzika plaża Po chwili przewietrzenia się nad plażą wsiadamy i jedziemy dalej. Dojeżdżamy do miejscowości Zatoka, miasteczko położone na mieżeji oddzielającej Morze Czarne od Limanu Dniestru. Poniżej filmik przedstawiający przejazd przez most nad Limanem Dniestru, niestety nie udało nam się zatrzymać i porobić fotek (w drodze powrotnej przy próbie zatrzymania zaraz za mostem, wyskoczył do nas strażnik z Kałachem i kazał jak najszybciej opuścić ten teren 🙂 tzn coś sobie krzyczał ale nikt go nie rozumiał więc czym szybciej odjechaliśmy.

Watch this video on YouTube.

Parking przed twierdzą Dojeżdżamy do Białogrodu, bez praktycznie najmniejszych problemów dojeżdżamy pod samą twierdzę, skoro wiemy już gdzie jest  zawracamy by poszukać jakiegoś bankomatu, ku naszemu zdziwieniu nie tylko znajdujemy bankomat ale nawet bank i dwa bankomaty. Jacek próbuje wymienić Euro w banku i okazuje się że dopiero za 30 minut bo w tej chwili trwa przerwa (to tak jak by się cofnąć w czasie) reszta na raty rusza do bankomatu wypłacać dzięgi. Sprawy finansowe załatwione pozytywnie wracamy na duży pusty parking pod ruinami, stawiamy motocykle oczywiście budząc zainteresowanie okolicznej ludności. Zabieramy co wartrościowe i idziemy zwiedzać. Zabrali wszyscy oprócz mnie, najbardziej rzucającej się rzeczy z moto nie ściągnąłem – nawigacji 🙂 przez cały nasz spacer po zamku włączona sobie dzielnie wskazywała miejsce docelowe i co najważniejsze nie znikła :D. Graty, czyli kurtki, kaski, tangbagi zostawiamy u przemiłej kobiety handlującej pamiątkami, kobita nawet Hrywny nie chciała za przypilnowanie tobołków, była wręcz szczęśliwa, że mogła pomóc (w Odessie by nas pewnie skasowali na ładnych pareset Hrywien). Odwdzięczamy się Pani kupując u niej pamiątki, magnesiki i co tam ciekawego miała.  Mury Twierdzy Opłacamy wejście, wchodzimy i pierwsze kroki kierujemy do budki z piwem, bo po wczorajszym trochę suszy, a temperatura jak na Wrzesień też zacna, bo aż 26st. C. W twierdzy zwiedziliśmy chyba każdy kąt i każde mury, choć czerwone napisy na nich kategorycznie tego zabraniały a co więcej, pod karą grzywny. Wszyscy się gdzieś porozbiegali ten na te mury, drugi na tamte, trzeci się rozgląda, a czwarty zgłupiał bo w tym ogromie nie wiedział od czego zacząć. Po 30 minutach latania trafiamy chyba na najciekawsze miejsce na murach z widokiem na Liman Dniestru, gdzie się rozsiadamy na dobrą godzinę robiąc kilkadziesiąt zdjęć. Siedzieli byśmy tam chyba jeszcze z godzinę, ale zbierająca się grupka osób, która nam pozazdrościła, że tam wleźliśmy i dobrze się bawimy, postanowiła też tam wejść i zobaczyć na co tak mordy nam się cieszą. Sylwek i maska Zchodzimy z murów i udajemy się w przeciwnym kierunku – do podziemi w których znajdują się narzędzia tortur, oczywiście za zejście trzeba zapłacić, co nas troszkę dziwi skoro na wejściu nas skasowano. Dziwnym trafem nie ma zakazu dotykania eksponatów, co lepsze można sobie nawet przymierzyć. Żadnych kamer, alarmów, tylko pilne oko Pani bileterki obserwuje nasze wygłupy i zachowanie. Wychodzimy z podziemi, obchodzimy cały zamek do okoła, wracamy do budki ale tym razem na soczek, w między czasie Ja i Sylwek idziemy postrzelać z kuszy – dwa strzały jedna Hrywna. Od wejścia na zamek minęło dobre trzy godziny, zaczynamy być głodni, ustalamy że zjemy po drodze w Zatoce.

Poniżej kilka fotek z zamku. 

Restauracja w Zatoce Wyjazd z Białogrodu nie przysporzył trudności choć nawigacja upierała się by wracać do Odessy przez Mołdawię :). Niestety stepów o których pisze Adam Mickiewicz już dawno nie ma, rejon jest bardzo dobrze urolniony, po jednej stronie pola arbuzów po drugiej winorośla. Dojechawszy do Zatoki zostawiamy motocykle na parkingu praktycznie w centrum miasteczka, szybki przelot po kramach z bublami i szukamy knajpy by coś zjeść. Jako że na dworze jest dość ciepło znajdujemy restaurację bez okien (na zdjęci obok). Nauczeni, że w restauracjach w Odessie dania nie są za wielkie to zamawiamy, zupę, drugie danie, sałatkę do tego i po przyniesieniu przez Panią kelnerkę tego wszystkiego to ledwo nam się mieści na stoliku, zresztą zajeliśmy dwa przy drugim siedziały ubrania i kaski:)  dscn3969 Po zjedzeniu wielkiego tależa zupu, oraz w międzyczasie przyniesionej sałatki trzeba było jeszcze opędzlować taki talerz. Nie pamietam ile zapłaciliśmy ale było to mniej więcej tyle co płaci się w Odessie za 1/3 tego co Pani nam postawiła na stole, było smacznie, miło i wesoło. Po wyjściu z restauracji napchani jak dzikie świnie trafiamy przypadkiem do winiarni, gdzie można sobie kupić winko prosto z beczki, oczywiście test każdego po łyczku i każdy wziął po buteleczce lub dwóch do domu, oczywiście wino nalane w plastikową buteleczkę. Po udaniu się na parking gdzie stały nasze motocykle okazuje się, że Zając znowu zgubił klucze, tym razem od motocykla, zapasu brak, czarne myśli na horyzoncie i po 20 minutach szukania pojawia się Ukrainiec i oznajmia, że jego synek znalazł i odda za 500 Hrywien, targowali się chłopaki dobre 30 minut, stanęło na 300 Hrywnach i połowa teraz, połowa jak przyniesie klucz (Chłop chciał odrazu całą kasę – Jacuś powinien nazywać się Klucznik, dwa klucze w trzy dni :D) Wracamy powoli robi się ciemno, lecz jeszcze jedna atrakcja musi być zrealizowana przed powrotem do noclegowni – ARBUZY. Przejeżdżamy wpływ Dniestru z morzem i za parę kilometrów zatrzymujemy się przy drodze gdzie miła pani sprzedaje arbuzy prosto z pola. Krótka negocjacja który arbuz jest dobry a który chujowy (tak dosłownie – kobita nie rozumiała nas nic ale to słowo wyłapała, uśmiechnęła się i stwierdziła, że wszystkie chujowe co tu leżą i poszła z Jackiem na pole zerwać arbuza. Cena za kilogram wynosiła dwie Hrywny, utargowaliśmy na 1,5 Hrywny, a zapłaciliśmy jakbyśmy wzieli dziesięć kilo, kobita była tak zdziwiona, że aż nam dziekowała 🙂

Arbuzy Handel przy drogach jak u nas  
  

Zapraszam do obejrzenia drugiej części filmu 

 

Watch this video on YouTube.

  

  

  

  

.

468 ad