Tags

Related Posts

Share This

MotoGP Sachsenring 15-16.07.2011

Decyzja wyjazdu była niezwykle spontaniczna, zgadałem się z kolegą który mieszka od  kilkudziesięciu lat w Niemczech i z którym nie widziałem się już ładnych parę lat. Na dwa tygodnie przed imprezą zadał mi krótkie zwięzłe pytanio-stwierdzenie :), Paweł przyjeżdżaj na MotoGP do Niemiec ja się wybieram z bratem, nocleg na polu kempingowym, daj znać do piątku czy jedziesz to kupię bilet dla ciebie. No i stało się decyzja byłą podjęta niemal natychmiast, musiałem tylko na dzień wyjazdu wziąć urlop w pracy.   Dzień wyjazdu, godzina ustalona na 6.00 wyjazd, czwartek wieczorem pakowanie, tankowanie, i kulturalne pójście wcześniej spać.  Trasa ustalona by było jak najszybciej z Lublina dojechać do granicy z Niemcami, obiad zaplanowany w Zgorzelcu przed granicą, chwila odpoczynku i jazda dalej zwiedzając przed celem podróży dwa miasteczka, Budziszyn i Drezno. 6.00 z godnie z planem motocykl odpalony, jeszcze na szybko posprawdzane zapięcia bagażu i w drogę. Pogoda w dzień wyjazdu była taka sobie od Lublina do Kraśnika było sucho i w miarę ciepło, niestety za Kraśnikiem praktycznie do samego Krakowa a to chwilę kropi, a to jezdnia mokra jak by przed chwilą padało, od Kielc średnia spadła. 8.30 mimo średnich warunków na drodze i małej ilości samochodów  jestem w Krakowie na autostradzie, delikatnie się rozpogadza, humor dopisuje mimo iż jadę sam. Chwila odpoczynku, sprawdzenie telefonu, łyk napoju i można jechać dalej. Droga do samej granicy przebiegła bez najmniejszych problemów, gdzieś między Krakowem a Gliwicami złapała mnie dwa razy burza delikatnie zwolniłem do 140-150km/h położyłem się na baku i przebrnąłem przez rzęsiste opady. Na A4 gdzieś na wysokości Opola zaczęło wyglądać słońce prędkość wzrosła do 200 – 250km/h i tak już było do samego Zgorzelca. 13.00 w Zgorzelcu po polskiej stronie tankowanie plus obiad  chwila odpoczynku, kilka telefonów i pojechałem dalej. W drodze do Hohenstein-Ernstthal zaplanowane miałem zwiedzanie dwóch miasteczek Budziszyn oraz Drezno to drugie interesowało mnie bardziej dlatego z pierwszego nie ma żadnych zdjęć. Na miejscu miałem być dopiero na godzinę 18.00 tak chłopaki stwierdzili że będą jak się później okazało plany uległy zmianie ale to później. Drezno – bardzo malownicze miasteczko, zaparkowałem przy placu na którym stoi Frauenkirche wziąłem z motocykla aparat i poszedłem połazić, pooglądać. poniżej kilka fotek.

Połaziłem wypiłem kawę było już dobrze po godzinie 16 stwierdziłem że trzeba ruszyć dalej skoro mam być na 18 na miejscu. Kiedy dojechałem na miejsce na telefonie SMS – „Paweł mamy spore opóźnienie” i tak to sobie od godziny 18 łaziłem sam po Hohenstein-Ernstthal patrząc jak naród Niemiecki pochłania piwa i inne trunki dotąd do puki nie padną pod stół 😛  Sam wypiłem ze 3 piwka czekając na chłopaków, w końcu postawiłem XX na centralce gdzieś w jakiejś bocznej uliczce, zdjąłem buty  i położyłem się kładąc głowę na kufrze a nogi przewieszając przez przednią owiewkę. Nie ukrywam przysnęło mi się i to dobrą godzinę, obudziła mnie trójka Niemców tak gdzieś około sześćdziesiątki którzy stojąc jakieś dwa metry ode mnie głośno debatowali chyba moją pozycję na motocyklu.  Zobaczywszy, że otworzyłem oczy podeszli i coś ze śmiechem na ustach do mnie po Niemiecku, czego kompletnie nie zrozumiałem, odpowiadając coś moją łamaną angielszczyzną, Ci nie znając angielskiego podali mi rękę i szybko gdzieś zniknęli 🙂 Tak wyglądała cała trasa w jedną stronę zrobiłem 960km Koledzy dojechali z Frankfurtu nad Menem około 22.00 zgarnęli mnie po drodze i szybki lot na kemping w celu rozbicia namiotu, zrobienia kilku flaszek z Colą, rozpaleniu grilla i pójścia spać bo przecież jutro czekają nas niezapomniane wrażenia. I TAK BYŁO! Sobota przywitała nas słońcem miłym ciepłym wiaterkiem, dyskotekami z każdej strony mojego namiotu oraz rykiem silników i palonej gumy na polu kempingowym, w życiu jeszcze nie budziłem się w takim hałasie i jednocześnie z uśmiechem na ustach. Po ogarnięciu się trzeba było pójść zobaczyć co i jak. Poniżej ja – widok z kempingu na tor i z toru na kemping Ja widok na pole kempingowe Plan Sobota – Sesja treningowa na torze Sachsenring Niedziela – Wyścigi główne Nie będę się rozpisywał bardzo co oglądałem, co widziałem, co mi się nie podobało (takich rzeczy nie było), a co podobało po prostu byłem pod ogromnym wrażeniem. To co oglądamy w telewizji ni jak się ma do tego co jest na żywo, klimat, ludzie i ten dźwięk kiedy najmocniejsze maszyny wyjeżdżają na tor. Siedziałem z gęsią skórką praktycznie przez całe treningi jak i w niedzielę podczas wyścigu, ten dźwięk przejeżdżających maszyn słyszany na żywo jest nie do opisania, (no i właśnie teraz znów mam gęsią skórkę :P) To co dzieje się w dzień na torze i wokół niego było czymś fantastycznym, w nocy natomiast wszystko przenosi się na kemping,  jest wszystko co kto chce i na pewno w nadmiarze. Impreza jakiej w Polsce brakuje Poniżej troszkę zdjęć z całej imprezy bo słowami trudno opisać. Poniżej filmik z wyprawy.
17.07.2011 MotoGP – Sachsenring
Watch this video on YouTube.
Niedziela dzień wyścigu przywitał nas słoneczną ciepłą pogodą, wstałem troszeczkę nieprzytomny po sobotnio niedzielnej nocy i balowaniu na kempingu z Niemcami, nie rozumiałem ich ni diabła (trochę tłumaczył mi kolega z bratem) ale co oni wyprawiali. Na kempingu rozbici byliśmy praktycznie przy ogrodzeniu oddzielającym drogę z wesołego miasteczka położonego w centrum kempingu. Była to ostatnia noc i jako że zostało towarzystwu sporo zapasów (balowali 7 dni) postanowili sprzedawać wszystko co bezużyteczne a zostało zakupione na miejscu oraz wszystko co nie zostało zjedzone. No nawet pijanego kolegę chcieli sprzedać co prawie im się udało lecz żona tegoż pana w ostatniej chwili wkroczyła do akcji, powiem tyle że kolega miał być sprzedany razem z łóżkiem. Do sprzedaży były: szprotki, śledzie, słoik pieczarek marynowanych, czerstwy chleb, 3 bułki, 8 piw, kolega, dmuchana łódź podwodna, ze dwie laszki i szampan, może i było coś jeszcze ale nie pamiętam, zaczepiana była każda osoba przechodząca, a co najlepsze prócz kolegi wszystko sprzedane i to za kwoty wyższe niż zostało kupione. Impreza skończyła się gdzieś dobrze po 3.00. Wracając do niedzieli, czekał mnie powrót ale nie z powrotem do domu. Stwierdziłem jeszcze przed wyjazdem że jeżeli wyścig skończy się po godzinie 17 zanim się spakuje i wyjadę to mam całą drogę w nocy, nie chciałem tak wracać. Wymyśliłem sobie, że mam niedaleko do Pragi, koleżanka przed wyjazdem poleciła hotelik, nawet całkiem nie drogi (za noc zapłaciłem niecałe 25E ale o tym później). Impreza skończyła się po piętnastej, od razu ruszyliśmy do wyjścia i jak na złość nie tylko my 😀 jedno wyjście z toru Wychodziliśmy z obiektu ponad godzinę, ale wcale się nie dziwię bo z informacji jakie później znalazłem w internecie na zawodach było 250tys. osób. Po wyjściu czekała nas dobra godzina marszu pod górę na pole kempingowe, później godzina pakowania i praktycznie godzinę zajęło mi wyjechanie i znalezienie jakiejś stacji paliw. Tak więc Sachsenring opuściłem dobrze po 18. a jakieś 180km przede mną do Pragi Dojechałem do Pragi pod samiutki hotel na godzinę 20.30.  Negocjacje cenowe co do pokoju i stanęło 30 euro za mnie i motocykl, pokój 2 osobowy plus parking w podwórzu zamykany na noc. Gdy przyszło do wprowadzania motocykla przez furtkę poszedł zakład że nie w prowadzę bo się nie zmieści, zakład opiewał na kwotę  5 Euro, jak wprowadzę za pokój płacę 25 jak nie to 30 euro. Pan nie przewidział że w XX się lusterka składają i tym samym 5 eurasów zostało na kolację 😀 Około 21.30 poszedłem szukać bankomatu i baru w którym mógłbym coś zjeść, jak się okazało wszystko w obrębie 2 kamienic. Zakupiłem 3 piwka, i poszedłem na jakieś czeskie danie (nie pamiętam co jadłem ale było dobre). powrót do hotelu po 22, zalogowałem się w pokoju włęczyłem telewizor (jaki ten czeski język śmieszny a zarazem nie męczący słuchu jak niemiecki, w końcu uszy odpoczęły) wypiłem 2 piwka i poszedłem spać ( jeszcze był prysznic i inne oczywiste rzeczy) Poniedziałek w przywitał pochmurną i wietrzną pogodą lecz z perspektywami na przejaśnienia. Postanowiłem zwiedzić szybko Pragę, wskoczyłem w luźne łaszki, zszedłem na dół do pana recepcionisty z prośba narysowania na mapie którędy najlepiej iść żeby jak najwięcej zwiedzić. Narysował mi mapkę powrotną bo kazał wsiąść w tramwaj i wysiąść na konkretnym przystanku a wracając do hotelu iść tą trasą ( pomysł super). Jak narysowane tak zrobione lecz zaplanowany wyjazd z Pragi na godzinę 12 przesunął się na 14 i to chyba opatrzność (ale o tym później). Jak by ktoś kiedyś chciał przyzwoity nocleg to polecam ten Hotelik  Poniżej kilka fotek z Pragi   Zaplanowałem że powrót po motocykl, przebranie się i wyjazd max godzina 12-13, udało się na 14, a to kawa w centrum Pragi, a to załażenie sie po zakamarkach, kilka sklepów i tak wyszło że o 14 wyjechałem z hotelu:) byłem zły na siebie za to ale czym bliżej domu byłem to mi przechodziło i dziękowałem opatrzności, że mój wyjazd się opóźnił. Droga powrotna przez Czechy bardzo miła, zero pośpiechu średnia prędkość 130km/h, wpadłem do Polski pierwsze tankowanie Kłodzko i obranie trasy aby jak najszybciej dotrzeć do A4 Kraków i później Lublin. Z tym obraniem trasy aby jak najszybciej dotrzeć do A4 to nie wypaliło bo jak wpadłem na drogę z fajnymi winklami i dobrym asfaltem to znalazłem się w Kędzierzynie Koźlu, wtedy stwierdziłem że w Nysie źle odbiłem. Między Kędzierzynem a A4 trafił mi się mały niemiły przerywnik, gdzieś po chwili przerwy zdjąłem telefon z uchwytu i schowałem do tankbaga, przejechawszy kilkadziesiąt kilometrów wpadłem w takie dziury na jezdni przy prędkości 189-190km/h że motocykl leciał w powietrzu i padając wyrwał tankbaga przez przednią owiewkę wyrzucając telefon na drogę. Strachu się najadłem, że mi serce pod gardło podeszło, telefon niestety został przejechany przez 3 tiry, karta sim do użytku się nie nadawał, karty SD na której miałem sporo fotek z samej jazdy nie znalazłem, telefon zostawiłem w rowie. (Przygoda 1) Wpadłem na A4 gdzieś koło Gliwic, w brzuchu burczało a chmury na horyzoncie mówiły oj zaraz będzie jazda, wymyśliłem sobie że gdzieś pod Krakowem na A4 coś zjem (dobra myśl). Okazało się że muszę zjechać zatankować, obok bar i bardzo miła Pani która opowiadała jak to z godzinę temu przeszła nawałnica, że bali sie że im dach na Orlenie zerwie. Zjadłem, pogadałem i dowiedziałem się w którym kierunku to poszło. Potwierdzał każdy że w kierunku Kielc (no a ja tam maiłem jechać), stwierdziłem że obiorę kierunek Sandomierz i tamtędy dotrę do domu. Zjadłem kilka smsów, ze dwa telefony i jazda zostało jakieś 330km do domu. Zaczęło się ściemniać, zły z utraty telefonu, zły bo na horyzoncie cały czas się błyskało i strach że zaraz dogonię tą nawałnicę, zły bo jadę ciemno i mokro dojechałem do Sandomierza. Z Sandomierza dalej po mokrym i z widocznymi piorunami na horyzoncie dojechałem do mostu w Annopolu (granica województw lubelskiego ze świętokrzyskim) gdzie moim oczom ukazał się korek, było dobrze po 21, zły bo średnia prędkość spadłą poniżej 100km/h i jeszcze korek. Przebiłem się na przód (dobre z 7km) i oczom ukazał się wóz policyjny, wóz strażacki, i mnóstwo ludzi noszących połamane drzewa. Zgasiłem moto i w lekkiej mżawce z policjantem przegadałem z półtorej godziny (nie chciał mnie przepuścić dziad boczkiem). odblokowano drogę przed 23 i pognałem dalej. (przygoda nr 2) Wjechałem do Lublina, pierwsze światła od strony Kraśnika skręt w prawo i motocyklem rzuca, co jest? zadałem sobie pytanie, zwolniłem i…. Kurwa guma, zostało 12km do domu godzina ledwo po północy a ja kurwa kapeć, dotoczyłem się do cepeenu, pech chciał, że rozliczenie, ale kompresor działał, zaaplikowałem powietrza, stanąłem przed dystrybutorem by jeszcze nalać do pełna i przy okazji zobaczyć czy mocna guma i mam wyjmować zestaw naprawczy czy dojadę. Okazało się że guma niegroźna (siedzi gwóźdź i powietrze powoli schodzi więc dojadę), zatankowałem i spokojnie pustymi nocnymi drogami dojechałem do domu. (przygoda 3). Droga powrotna okazała się niezłym hardcorem, straty telefon, i guma, ale i szczęście w nieszczęściu że wyjechałem później z Pragi bo jechał bym w zajebistej ulewie jaka przetoczyła się przez te rejony które jechałem. WYJAZD UDANY W 100% poniżej mapka z drogi powrotnej

468 ad