BIH – Zemlja u obliku srca

serce bihBośnia i Hercegowina – to serce Bałkanów, patrząc na mapkę bardzo przypomina swoim obrysem kształt serca (Ziemia o kształcie serca – Zemlja u obliku srca). Do BiH trafiamy przez przejście graniczne na rzece Piva, dojazd do granicy bardzo ciekawym mostkiem o szerokości chyba ze 3,5 metra wykonanym ze stalowej kratownicy i nawierzchnią z desek. Nie ukrywam, że miałem stracha jak cholera przejeżdżając po mokrych deskach, myślałem nawet o zdjęciu, ale nie chciałem drażnić strażników, poza tym miałem włączoną kamerkę – filmik poniżej. Chwilę stoimy w kolejce czekając na odprawę….

 

 

dsc_9222 Spotkanie z pogranicznikami było całkiem ciekawym doświadczeniem, warunkiem koniecznym wydaje się, tak jak nam powiedział pewien Pan, którego spotkaliśmy na kempingu Solitudo w Dubrowniku, że Bośniakom na granicy pokazujemy paszport orzełkiem do góry! A po co? A po to, że Polaków bardzo lubią, praktycznie nie musieliśmy ściągać kasków, zdjeliśmy je, by pokazać jak bardzo na ich widok się cieszymy, tak jak oni na nasz.
Przekraczamy granice i aż przecieram oczy ze zdumienia, nie ma drogi, jak do granicy ładna asfaltowa, tak za granicą najpierw kilometr asfaltu, ale węziej i coraz węziej, aż nagle oczom ukazuje się droga polna, dobrze ubita przez przejeżdżające samochody 🙂 Na fotografii po prawej stronie widać drogę, po lewej kanion rzeki Piva.

Poniżej trasa jaką zaplanowaliśmy tego dnia pokonać. Bardzo chcieliśmy zobaczyć Sarajewo, jak nasza cała podróż bez konkretnych planów i zarezerwowanych noclegów.

trasa

Ze względu na stan nawierzchni, pokonywane kilometry uciekały bardzo wolno, ale rekompensatą za ten stan rzeczy były przepiękne widoki na doliny i góry w oddali. Droga położona praktycznie między pionowymi skałami, coś pieknego

dsc_9003

Poniżej filmik z Kanionu Piva

Piva Canyon – Montenegro
Watch this video on YouTube.

dsc_9255 dsc_9251

Do Sarajewa docieramy około godziny 15, trafiamy idealnie w sam początek burzy. Postanawiam się zatrzymać na stacji paliw i przeczekać nawałnicę. Bez pieniędzy nawet nie możemy wypić kawy na stacji paliw. Nagle na stację wpada blondynka z niebieskim plecakiem i przewieszoną przez ramię torebką, trzęsąca się z zimna, ale z dumnie zwisającym i dyndającym orzełkiem. To zagadujemy:

Ja: Przepraszam czy Pani jest z Polski?

B: Ja nie rozumiem.

i uciekła do środka:) No faktycznie można się nas przestraszyć na pierwszy rzut oka. Poubierani w przeciwdeszczówki, w kominiarkach, normalnie ufoludki – więc się dziewczę przestraszyło i uciekło 😀 Poszła Asia za nią pogadać do środka, a po chwili już stała z nami i opowiadała skąd i dokąd jedzie … ale to moja historia i Asi więc może to ominę narazie *

dsc_9285 dsc_9264 Przestało padać, troszkę głodni siadamy na motocykl i ujechawszy dosłownie 200m ukazuje się nam McDonald’s, jako że nie mamy pieniędzy w gotówce postanawiam się zatrzymać na gorącą kawę i małą przekąskę. I tu sprawdziło się to co zawsze powtarzam. Idziemy, zamawiamy, przychodzi do płacenia – karta odrzucona, no to drugi raz – odrzucona, Asia mówi czekaj, ja swoją – odrzucona, patrzą się na nas jak na debili, ja już myślę, że trzeba będzie szukać bakomatu zaraz. Wyciągam drugą kartę, tym razem kredytową – poszło – ufff. Może wrócę do tego co zawsze powtarzam – Jak jedziesz za granicę to albo bierzesz pieniądze łatwo wymienialne (opcja przeze mnie nie praktykowana) albo miej ze trzy karty różnych firm płatniczych (Visa, MasterCard itd.) Docieramy do centrum, troszeczkę się włóczymy motocyklem po mieście, robimy ze dwa, a może trzy kółka wokół starówki, zatrzymujemy się pod hotelem – i co? nie ma miejsca w jednym, nie ma miejsca w drugim i jak na złość nie ma miejsca w trzecim 🙂 dsc_9288 dsc_9292 Ręce mi opadły. Odpalam internet i szukam, szukam, szukam i mam Grand Hotel Sarajewo – jedziemy. Docieramy na miejsce, hotel naprawdę przyzwoity, myśleliśmy, że zapłacimy za niego spore pieniądze, ale jak się okazało nie było aż tak strasznie, śniadanie rano bardzo pyszne, świeże i duży wybór. 
Rozpakowujemy się i idziemy w miasto, a właściwie jedziemy tramwajem, o zgrozo takie to u nas jeździły z 50 lat temu 🙂 a pomyśleć, że pierwsze tory tramwajowe w Europie i drugie na świecie.  Tramwaj podwozi nas praktycznie do samego centrum starego miasta. Pierwsze kroki kierujemy na bazar, gdzie w czasach osmańskich był jeden z najwspanialszych i największych bazarów w tej części Europy. Trafiamy idealnie przed naszymi oczami ukazuje się Sebilj – studnia wodociągów miejskich, z resztą również jedna z pierwszych w Europie. Podchodzimy bliżej do studni, a tu podbiega pies i zaczyna pić wodę jak człowiek (fot. po prawej), a za chwilę następny. Przypomniałem sobie, że gdzieś kiedyś ktoś mówił, że w Sarajewie jest bardzo dużo psów. Nawet jak jechaliśmy do hotelu to mijaliśmy watahę ok 8 psów, te na rynku natomiast leżały przy bezdomnych, żebrających lub siedzących pod murkiem, widok ten jest nieodzowną częścią miasta, co kilkaset metrów powtarza się czy to z psami czarnymi, czy z brązowymi.
dsc_9310 dsc_9320 Po powrocie doczytałem, że psów w samym Sarajewie jest ok 10 tys. Włócząc się uliczkami bazaru docieramy do jednego z większych meczetów Gazi husrev-Bega, gdzie nie opodal lądujemy na przepysznej kawie podanej po muzułmańsku oraz na obiedzie, również tradycyjnym bośniackim. Tu chciałem przytoczyć pewną historyjkę 🙂 Z opowieści słyszeliśmy, że Bośniacy lubują się w tłumaczeniu, wyjaśnianiu i opowiadaniu, że wszystko mają, wiedzą jak, wiedzą za ile i kiedy, a rzeczywistość jest całkiem inna – zdarzyło się dwa razy. Pierwszy raz jak zamówiliśmy obiad, Pan przyszedł, wyjaśnił, pokazał na obrazku jak to wygląda, z czym to jest itd. więc zamówiliśmy jedną zupę na spróbowanie, bodajże była to Begs soup, a na drugie zamówiliśmy sobie po jednym Sarajevskim sahanie, dsc_9332 dsc_9338 jakież było nasze zdziwienie gdy Pan przyniósł dwie różne zupy i jednego Sahana 🙂 no cóż, cała sytuacja mnie tak rozbawiła, bo nie wierzyłem w to co widziałem 🙂 Druga sytacja to jak już zjedliśmy, wyszliśmy z baru i chciałem gdzieś usiąść, wypić piwko i obejrzeć chociaż jedną połowę meczu – akurat trwały Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Poszedłem zamówić sobie piwo, a Asi duży koktajl owocowy, jeszcze Kelner ze mną dyskutował, ciepły czy z lodem, jakie dodatki ma dołożyć, duży czy mały. Siedzimy, a ten przynosi… co prawda piwo przyniósł dobre, ale dla Asi, gdzie koktajl miał mieć pół litra objętości przyniósł buteleczkę 0,25ml soczku stwierdzając że koktajli już nie ma 🙂 – po raz drugi parskłem śmiechem wspominając sąsiadów z Dubrownika, którzy nas na to uczulali 🙂 

dsc_9378 dsc_9410 W drodze powrotnej do hotelu również postanawiamy przejechać się tramwajem, z magicznej mapki rozszyfrowujemy że ma nas dowieźć linia nr 10 lecz po 30 minutach stania na przystanku i sześciu innych tramwajach postanawiamy wrócić innym. W drodze na przystanek spacerujemy głównym deptakiem Sarajewa (aleja snajperów)**, mnogość kultur religijnych na każdym kroku, muzułmanie, katolicy, prawosłwni, żydzi, wszystko w jednym miejscu. Wracamy do hotelu zmeczeni długim i fascynującym dniem i odrazu padamy spać. 

Piątek rano, wstajemy szybko się ogarniamy i schodzimy na śniadanie, jemy, wracamy do pokoju, pakujemy się i w drogę. Pogoda całkiem przyjemna chodż na horyzoncie kłębią sie chmury burzowe, ciepło wiec bedzie przyjemnie. Postanawiamy przenocować na Węgrzech, wymyśliłem miasteczko Szekszard, nie wiem jak to zrobiłem ale ubzdurałem sobie, że jest to słynne miasteczko turystyczne – ale o tym za chwilę. 

Trasa do pokonania tego dnia wynosiła 416km, całkiem sporo zważając na drogi w Bośni, zależało mi aby dojechac gdzieś w pobliże autostrady. 

bih-wegry
Link do googlemaps

Miałem ochotę wybrać troszkę inną drogę, ale ze względu na majowe powodzie w tamtym rejonie nie chciałem ryzykować nawrotki lub jazdy po bezdrożach, jak się okazało chyba to był dobry pomysł by wybrać drogę międzynarodową. Mijając miasteczko Doboj widać było straszne zniszczenia spowodowane powodziami, drzewa bez liści a zamiast nich szmaty, worki foliowe butelki plastykowe, domy pozalewane praktycznie z dachami, drogi pozrywane a właściwie zabrane przez rzekę, jednym słowem straszna tragedia w tym biednym kraju.

Odnośnie zniszczeń wojennych są widoczne praktycznie na każdym kroku, chodż mineło wiele lat, możecie zobaczyć to na tym krótkim filmiku zamieszczonym poniżej, zdjęć nie robiłem z 2 powodów zakaz fotografowania (możliwość utraty sprzętu gdy ktoś nas złapie) oraz pośpiech by jak najszybciej dojechać do Szekszard na Węgrzech. Na filmie po prawej stronie widać zniszczone budynki w czasie wojny oraz całkiem nowe.

Droga z BiH do granicy z Chorwacją
Watch this video on YouTube.

Minąwszy granicę z Chorwacją wpadamy na autostradę i zdecydowanie przyśpieszamy, zatrzymujemy się jeszcze w jakimś małym miasteczku przy granicy by wydać wszystkie pozostałe drobne pieniądze na alkohol, słodycze i jedziemy dalej. Mijamy granice z Węgrami i za chwilę jesteśmy w Szekszard w miasteczku turystycznym wg mnie 🙂 Troszeczkę błądzimy, ale w końcu trafiamy do centrum, Asia zaczyna wypytywać o hotel (nie wiem co po węgiersku oznacza hotel ale ludzie strasznie się z tego śmiali) młoda kobita z piwem w ręku łamaną angielszczyzną wytłumaczyła – trafiliśmy!  Niestety z Szekszard nie mamy żadnych zdjęć. Miasteczko całkiem malownicze, ładne, czyste. Szukając hotelu i trafiliśmy nawet na przegląd kapel rokowych, w naszych strojach motocyklowych wzbudziliśmy większe zainteresowanie niż kapela występująca na scenie 🙂

Rozgaszczamy się w hotelu, idziemy na zakupy, oglądamy mecz i idziemy spać, niestety jutro powrót do domu.

CDN

Poniżej troszkę zdjęć

[scrollGallery id=23]

* – Spotkana Polka w Sarajewie na stacji benzynowej wybrała się na Kretę samolotem, a wracała stopem do Polski, mamy nadzieję że dotarła cała i zdrowa. 

** – Aleja Snajperów” – nieoficjalna nazwa głównej alei w Sarajewie, która podczas wojny w Bośni służyła jako przyczółek dla wielu stanowisk snajperskich. Było to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w całym mieście.

Ulica prowadziła do jedynego źródła czystej wody oraz łączyła dzielnicę przemysłową ze Starym Miastem. Wzdłuż alei znajduje się wiele wysokich budynków, które wykorzystywane przez strzelców wyborowych, dawały rozległe pole rażenia.

Góry otaczające miasto były także używane przez snajperów. Wszystko dzięki bezpiecznemu dystansowi oraz znakomitemu widokowi na miasto i ruch uliczny. Podczas serbskiego oblężenia mieszkańcy Sarajewa, aby przeżyć, zmuszeni byli do częstych migracji z zagrożonych, niebezpiecznych dzielnic. Znaki „Pazi – Snajper!” („Uwaga – Snajper!”) stały się powszechne. Ludzie chcący przeprawić się przez aleję często korzystali z pomocy wozów opancerzonych należących do ONZ, używając ich jako tarczy. Inni, decydowali się na szybki bieg licząc, że kule ich nie dosięgną.

Według danych zebranych w 1995 snajperzy zabili 225 ludzi, z czego 60 to dzieci.

468 ad