Tags

Related Posts

Share This

Bieszczady 2013 – czyli długi weekend w siodle

majJak co roku w majóweczkę pojawia się spontan pod tytułem aby przed siebie. W tym roku ponownie padło na Bieszczady (to już trzeci mój raz) ale tym razem na dłużej. Znalezienie noclegu koło Soliny graniczyło z cudem, dzwoniliśmy we dwóch Ja z Tomkiem i nic nie ma, albo panie na dwa dni nie wynajmę. Tomek trafił, padło na Myczkowce kilka kilometrów od tamy na Solinie i przy tamie w Myczkowcach.
A dokładnie Agrotgurystyka Zielony Azyl.

Miało z nami jechać minimum 10 osób pojechało wkońcu 5 z czego jedna ze Słowacji gdzie studiuje. Tym co nie pojechali współczuję żon, dziewczyn, szefów w pracy, pogody czy innych wykrętów. Tak człowiek się stara a wychodzi jak widać! No nic nie otym 🙂

Wyjazd zaplanowany na 01.05 na godzinę 10.30 spod zamku, stawiam się z Alamayem punktualnie za chwilę dojeżdża Sąsiad z Ewką i lecimy. By być szybciej i zgarnąć w Sanoku Szaleja dojeżdzającego z Koszyc lecimy taką oto traską:

dsc_2602a  Średnia prędkość dotarcia na miejsce coś koło 100km/h. Leciało się całkiem przyjemnie, ruch nie był za duży, po drodze oczywiście postój w McDonaldzie na kawkę i coś do przekąszenia i lecimy dalej. W Sanoku Szalej czekając na nas zanudził się prawie na śmierć 🙂 Dolatujemy na miejsce, miła Pani przywitała nas z uśmiechem na ustach, lecz troszkę była zmartwiona bo miało być nas 10 szuk a tu połowa, nocleg nas wyniósł 5zł drożej. Ewka na starcie dostała propozycję zbierania jajek, dojenia krowy i karmienia baranów (owiec) z czego nie skożystała do końca, poszła tylko pooglądać owce a rano następnego dnia zrobiła nam jajecznicę ze świeżych jajek. 
dsc_2592  Po rozładowaniu tobołów cała grupka pojechała na tamę połazić, zjeść po lodzie i zrobić zakupy na wieczór, przecież nikt o suchym pysku nie będzie siedział.
Został rozpalony grill, wypite dwie żołądkowe gorzkie kilka piw, podjęta została również próba zintegrowania się z sąsiadami z noclegu ale okazali się jacyć Jechowi, i tu wtrące swoje trzy grosze, JAK ŁAŻĄ PO MIESZKANIACH TO WŁAŻĄ NA SIŁE BYLE TYLKO ABY WRĘCZYĆ STRAŻNICE I WYPYTAC O GŁUPOTY, JAK MY ICH ZAPRASZAMY BY SIEDLI Z NAMI PRZY STOLE, POSIEDZIELI POGADALI TO GŁUPIE I KŁAMLIWE WYKRĘTY, ŻE NIE … BO JUTRO… ITP.  A JA NAPISZE TAK a ch …….. w …..e. 
Zabawa przy grilu z żabą na stole która opalała nas z papierosów i wycieczka późną nocą nad tamę (ja nie poszedłem bo mi się za Jechowymi iść nie chciało wolałem posiedzieć z Marcinem przy buteleczce) i jeszcze późniejsze zwiedzanie gospodarstwa, z próbą włamania do kurnika przez Szaleja, testowanie elektronicznego pastucha, nieźle się  odbiły na moim samopoczuciu rannym. Zgasłem na siedząco na łóżku 😛
 
dsc_2663   dsc_2704a  Zerwałem się przed siódmą, przeszedłem się troszeczke i  po powrocie dopadł mnie kac morderca, a dokładnie po śniadaniu, choć jajecznica była dobra to dla mnie za wcześnie. Właścicielka skierowała nas na małą wycieczkę, do źródełka które uzdrawia, szliśmy może z godzinę. Po dotarciu aż osłupaiłąem ludzie samochodami po 10 pięciolitrowych butli targają pod źródełko i napełniają, niby woda ma uzdrawiać 🙂  Siadam koło człowieka napełniającego z 5 butle i pytam co ta woda leczy. Moje pytanie zadane raczej ze śmiechem i ironią otrzymało konkretną i poważną odpowiedź. Zdziwiony byłem że ludzie w to tak wierzą, poniżej fotka z historią źródełka. Po wypiciu hektolitrów uzdrawiającej wody, poszliśmy na tamę w Myczkowcach i spowrotem do noclegowni  dsc_2703a .
 
Chwila odpoczynku i ruszamy motocyklami po to po co przyjechaliśmy – Pętla duża bieszczadzka, w planie była równiez do zrobienia mała petla ale po powrocie do Leska juz kazdy miał dość, wyłaziła wieczorna popijawa, zmeczenie i głód, no niektórym sie piwa już chciało 🙂 Trasa typowo turystyczna, sporo piachu i żwiru na zakretach więc momentami nawet nie dało się głebiej położyć motocykla, do tego dochodza jeszcze idioci w samochodach, którzy twierdza że oni szybciej pokonają zakręt niz ja motocyklem (oj zdziwił sie chłop i wkurwił jak go na zakręcie 360st z lewej wyprzedziłem, za to chłopaki jadący za mna juz nie ryzykowali)

dsc_2745  W Cisnej zatrzymaliśmy się w słynnej knajpie Siekierezada na obiad, Kwaśnicę polecam bo naprawdę kwaśna i dobra. Kilometr za kilometrem umykał, wsumie tego dnia zrobiliśmy około 200km, raz szybciej raz wolniej. Po powrocie do Leska szybkie zakupy w Biedronce, i powrót do Zielonego Azylu. Ten wieczór już był spokojniejszy wypite kilka piwek, zjedzone troszkę z grilla i spać. Tomek, Marcin i Ewka następnego dnia wracają do Lublina, Ja z Szalejem uciekamy na południe, uciekamy przed deszczem który zapowiadają w południe dnia następnego w Biezczadach. 

A tu filmik z kasku od Alamaya 😀

 

Watch this video on YouTube.

 

SŁOWACJA

tyaaa

Tomek, z Marcinem i Ewka, uciekają do Lublina, ja z Szalejem lecimy dalej, odprowadzamy chłopaków na rogatki Sanoka a sami lecimy do Krosna, busem ma dojechać Olka, przebierze się w ciuchy siada do Szaleja i lecimy na Słowację. Z planów na ten wyjazd to na 100% zamek w spiski a dalej gdzie nas koła poniosą. I poniosły w Tatry słowackie a dokładnie do miejscowości Vysoke Tatry. Tylko kto wiedział że ta miejscowość ciągnie się i ciągnie i składa sie zmniejszych miejscowości :). Poniżej mapka z trasą jaka pokonaliśmy tego dnia.

Szybko zabieramy Olke która juz czeka na nas, za chwile jesteśmy na granicy, szybkie tankowanie wymiana waluty i Słowacja. Kierunek Zamek Spiski!

 
468 ad