Tags

Related Posts

Share This

Lwów – wyprawa jednodniowa 04.09.2011

Może wyprawa to za duże słowo, bo od nas do Lwowa jest raptem niecałe 200km, ale tyle co się nasłuchaliśmy, że to Ukraina, granica, że drogi do dupy itp. stwierdziłem, iż będzie to wyprawa. Wybrałem się tam z kolegą Alamay’em ja na XX on na Fazerku, wyskoczyliśmy z samego rana bo nie wiedzieliśmy jak długo zejdzie nam na granicy Polsko – Ukraińskiej. Taką drogę mieliśmy do pokonania   Droga do samej granicy przebiegła bez najmniejszych problemów, spokojnym tempem byliśmy na granicy w jakieś 1,30h, na samej granicy samochodów niewiele, zapaliło się zielone i podjazd na odprawę, celnik wyszedł z pieskiem obwąchał nas z każdej strony, zabrał paszporty posprawdzał, przyniósł z powrotem i jazda na stronę ukraińską a tam… Pierwszy celnik: – gdzie jedziecie, ile pali , jaki koszt, mogę usiąść, możesz odpalić, mogę przekręcić manetką, i dopiero pytania – gdzie jedziemy i na jak długo, Pierwsza z trzech  kontroli przebrnięta następne wyglądały identycznie – gdzie jedziecie, ile pali , jaki koszt, mogę usiąść, możesz odpalić, mogę przekręcić manetką, i dopiero pytania – gdzie jedziemy i na jak długo, Ogólnie na granicy spędziliśmy godzinkę + zmiana czasu na godzinę do przodu Droga do Lwowa przez następne 15 km strach było jechać więcej niż 60km/h dziura goni dziurę, nierówno doły, miejscami brak asfaltu. Drogowcy zdarli asfalt prawie do ziemi by ułożyć w tym miejscu nowy co zresztą chyba im się uda przed Euro bo do granicy zostało im niecałe 20km do położenia . Sam Lwów piękne miasto, ogromne stare miasto, no i będąc tam przydało by się znać podstawy Cyrylicy, bo można wjechać w ulicę zamkniętą na której stoją Panowie Milicjanty i wyłapują. Nam ta sztuka wyszła idealnie wjechaliśmy w taką ulicę lecz pana który do nas machał pałką DAI olaliśmy całkowicie właściwie to ja olałem bo byłem pod takim wrażeniem starego miasta, że go w ogóle nie zauważyłem jak mi wylazł przed nos i machał, zresztą drugiego też nie zauważyłem 🙂 Alamay nie wiedział co robić, ale stwierdził że sam się nie zatrzyma i też ich olał. Dopiero trzeciego zauważyłem, ale tak chłopa zagadałem że nawet nas nie wylegitymował, pokazał gdzie parking, gdzie można stanąć i zwialiśmy mu:) Zatrzymaliśmy się na Szewczenki Prospekt przy ulicy stał parkometr który też olaliśmy, kto rozczyta te hieroglify na tej wielkiej maszynce, zapieliśmy łańcuchem motocykle do barierki, alarm na koło i poszliśmy w miasto. Troszeczkę przed odejściem mieliśmy pewne obawy czy nam nie wlepią mandatu za nie umiejętność obsługi Parkometru 🙂 Było ciepło, stroje motocyklowe do przewiewnych nie należą więc padł plan bierzemy bryczkę, i już za chwilę siedzieliśmy i podziwialiśmy prze 30minut piękne kamienice z pojazdu którego rura wydechowa skierowana jest wprost na pasażerów i kierowcę

I tak pół godziny dobre po starym mieście, piękne miasto, pogoda super, żyć nie umierać

Pojeździli pojeździli bryczką i zgłodnieli 🙂 Za najdroższe danie w restauracji praktycznie w centrum zapłaciłem 25UHA czyli jakieś 9zł, był to ukraiński befsztyk czy jakoś tak. Mięso z grzybami zapiekane w takim śmiesznym kociołku, niestety foty brak. Celem był między innymi Cmentarz Orląt Lwowskich, na który po zapoznaniu się z mapą trafiliśmy bez problemu, nawet wiemy gdzie jest dziura w płocie by dojść na niego szybciej 🙂

     

Pochodzili, poczytali, trafili na wycieczkę z Polski z przewodnikiem, więc posłuchali. Zostało troszke czasu więc stwierdziłem że jesteśmy blisko skansenu, może zerkniemy?

W skansenie można było by spędzić dobry dzień, stare budynki, wiatraki, młyny wodne, cerkwie i czort wie co tam jeszcze by znalazł, a czas gonił w końcu trzeba jeszcze do domu wrócić, a przynajmniej przed nocą być na granicy.

Zabrakło nam czasu na zwiedzenie wieży widokowej z której widać całą panoramę Lwowa, no ale nic może następnym razem.

Powrót bez zbędnych komplikacji, na granicy odprawiono o dziwo w miarę szybko.

Wyjazd udany, a Ci co mówili że będziemy stać na granicy kilka godzin, że to dziki kraj,  mylili się, może dziki jest bardziej na wschodzie? Kiedyś to sprawdzę.

Poniżej krótki filmik z kasku

 

04.09.2011r. – Lwów (Львів)
Watch this video on YouTube.

468 ad