21.04.2013 – Częstochowa 2013 Kwi28

Tags

Related Posts

Share This

21.04.2013 – Częstochowa 2013

dsc_2483To już sie robi tradycją, że co roku nawiedzony Pan Węgrzyn musi się sprzeczać i robić rozłam wśród motocyklistów zmierzajacych na Błonie jasnogórskie rozpocząć sezon… ale nie o tym.  Zbiórka zaplanowana na godzine 8.00 pod Zamkiem w Lublinie. Siła pieciu motocykli (nie wspone o tych co sie deklarowali i olali sprawę ale nastepnym razem zbieram zaliczki!!!) wymienię w kolejności prowadzenia 🙂 Bandit (Sylwek), Fazer (Alamay), XJR (Łukasz z Iwoną), XJR (Zwierzu), XX (Ja Zvierzak)

WERSJA ROBOCZA BEZ ZDJEC

Jako że nas trzech wyjeżdzało ze Świdnika wiec umówiliśmy sie wcześniej by razem dojechać pod plac zamkowy i z tamtad dawaj w droge. Pogoda nas nie rozpieszczała tego dnia, choc wyjeżdżając ze Świdnika delikatnie słońce próbowało sie przebijac przez chmury robiac nam jakąś nadzieje to zaraz po wyjeździe z Lublina kazdy marzył jedynie o tym by sie nie rozpadało, zrobiło sie szaro buro i o słońcu można było zapomnieć. Humor jednak dopisywał, długa zima dała sie wszystkim we znaki i każdy juz chciał jak najszybciej strzelic jakąś dłuższa traske w tym roku. Poniżej mapka z droga do pokonania.

Jedziemy, kilometry uciekają, na drodze nie ma za wielkiego ruchu, w Puławach wyprzedzam wszystkich a wszczególności prowadzacego Sylwka by przeprowadzić grupę przez miasto i nie pchać się na stary most. Mimo że od wypudowania nowego mostu na Wiśle w Puławach mineło dobrych kilka lat to znaki na Radom dalej poustawiane na przeprawe przez centrum miasta. Dojeżdzamy do Radomia zatrzymujemy sie na McDonaldzie na krótka przerwe, kawa, jedzonko i co kto tam musiał zrobić. Zaraz po zatrzymniu dopadają nas Japończycy, najpierw robia zdjecia a później ustawiają nas w szeregu sami stając w środku i fotografując się z nami 🙂 komicznie to wygladało, ale co niech mają wkońcu na ich technologii jeżdżę 😀

Krótki postój dobiegł końca, pytam się Sylwka czy wie jak wyjechać – Tak wiem bedzie takie wieksze rondo to skrecam w prawo, OK jedź. No i jak sie okazało to nie to rondo bo tam gdzie mielismy skrecic nie ma ronda, nawigacja mi zgłupiała bo wyznaczyła sobie już inna trasę trzeba było sie wrócic i od nowa szukać zjazdu na ta droge która zaplanowaliśmy. Droga już do samej Częstochowy przebiegła praktycznie bezproblemowo. Jadąc ostatni nie zmiesciłem sie na światłach wszyscy przejechali (dwóch ostatnich na czerwonym) ja sie zatrzymałem, skutkiem czego było chwilowe gonienie grupy która odjechała na jakieś 2 kilometry. Ostatni raz spojrzałem na licznik jak było 270km/h a motocykl szedł dalej do przodu, dogoniłem grupe lecz zamiast zwolnic to śmignąłem koło nich z możliwie maxymalną prędkością jaką XX może jechać. Nawigacja pokazała zawrotną prędkość 1/3 predkości dźwięku 😀

Dojechaliśmy na miejsce pod sam domek w którym bedziemy spędzać najbliższą noc 🙂 po rozpakowaniu dowiadujemy się, że Dagmara z kolegą Błażejem praktycznie niedawno wyjechali od siebie, a na temat Łukasza czy już jedzie nie mamy wieści ruszamy się na miasto w celu zjedzenia jakiegoś śmieciowego jedzenia. Zasiadamy w Doner kebabie i konsumujemy "Baraninę" z wołowiny w najróżniejszych formach spożywczych. W między czasie dociera do nas Dagmara z Błażejem – też na szybko konsumują kebaba i ruszmy w miasto. Tradycji musi stać się – zasiadamy przy festynowych stolikach, Sylwek szybkością gazeli powoduje małe ale jakże dobrze wchodzące drinki lubelskie i świętujemy. W między czasie dojeżdża Łukasz z Panną, kolega Sylwka – Paweł z Warszawy. Jesteśmy w komplecie, popijamy, wspominamy jemy i bawimy się pod sceną jako nie liczni. Zespół Lombard – porażka po całości nie dało się tej pani słuchać. 

W między czasie alkohol nam się skończył i trzeba było coś na szybko przemycić pod parasole, pomysł pada na CocaColę z 40% wkładką, a że od CocaColi w głowie się pi…. lądujemy w KFC. Miałem zamówić Kubełek hotwigsów za 40zł a wyszło że zamówiłem kubełek powiększony ze wszystkimi sosami za prawie 80zł 🙂 no cóż po akloholu fantazja ułańska i apetyt niedźwiedzi 🙂 po jakże smacznej kolacji udajemy się do naszego "Pensjonatu", po drodze koleżanka Dagmara zgarnia "Zenona" (ni przystojny, ni zadbany taki robol drogowy co nic nie robi tylko stoi na ulicy)  który toważyszy jej przez całą drogę do noclegowni w między czasie pozując do wielu zdjęć. Po dotarciu na miejsce troszeczkę koleżanka zapomniała o nim i nie zaprosiłą go na noc do siebie, co poskutkowało że "Zenon" spędził upojną noc, przy świetle gwiazd, na motocyklu, pod gołym niebem. 

Budzimy się dość wcześnie, próbuje Sylwka wysłąć na mszę po łacinie o którj to tak wczoraj debatował, ale nie chciało mu się wstać z łóżka, ja lecę zobaczyć nasze dzieło (Tomka i moje) – przywiązanego Zenona, oczywiście z aparatem w ręku, bo jak się Dagmara obudzi to jej szczęka opadnie jak zobaczy Zenona:). 

Po ogarnięciu się, wyruszamy na błonie jasnogórskie na śniadanko………..

468 ad